Kiedy doszło do kłótni między nią a Ron'em, z miejsca stanął po jego stronie. Zostawił ją, nie oglądając się za siebie.
Z jednej strony nawet go rozumiała. W końcu spotykał się z Ginny. Wybierając Hermionę, tylko by sobie zaszkodził. Do tego wiedziała przecież, że, jakby nie było, zdradziła swojego chłopaka. Spotykała się z Blaise'm, będąc w tym samym czasie z Weasley'em.
Jednak z drugiej bardzo ją to bolało. Bo to nie tak, że robiła to z premedytacją. To może wydawać się głupie i powierzchowne, ale to, co czuła do Ślizgona, było jak najbardziej prawdziwe. Co prawda, nie była to miłość. Ale dawał jej poczucie bezpieczeństwa i sprawiał, że nie bała się podnosić rano z łóżka. Bo tak, w pewnym momencie było z nią aż tak źle. Wiedziała, że powinna zerwać z Ron'em. Ale się bała. Potrzebowała oparcia w kimś, kto zrozumiałby ją ze względu na wszystko. I tym kimś stał się dla niej Zabini.
Patrząc tak teraz na swojego przyjaciela, Harry'ego w jednej chwili nie wiedziała, co zrobić, a w drugiej miała już gotową odpowiedź na jego pytanie.
Czy to mogło być takie proste?
Chyba jednak tak.
Tęskniła za nim. I widziała, że jego słowa są szczere. Harry to nie Ron. On nie robi niczego pod publikę czy też po to, by wykorzystać kogoś do swoich celów. On zawsze jest uczciwy i lojalny w tym, co robi. A robi to, co uważa za słuszne. I Hermiona o tym wiedziała. Nie była na niego zła za to, że się od niej odwrócił. Było jej z tym źle, to prawda, ale to nie złość towarzyszyła jej na co dzień, a smutek. Smutek, który w końcu mógłby się skończyć. I, jeśli mogło się jeszcze między nimi ułożyć, chciała wykorzystać to jak najlepiej.
Dlatego odpowiedziała:
- Wiesz, Harry, naprawdę chciałabym wrócić do tego, co kiedyś było miedzy nami. Żebyśmy mogli znowu się przyjaźnić. Ale nie wiem, czy damy radę.
Brunet spojrzał na nią ze smutkiem w oczach, kiwając powoli głową.
- Jasne, rozumiem. Nie dziwię ci się, Hermiono. Zawaliłem na całej linii.
- Hej, Harry, to nie tak! - powiedziała pewnie. - To nasza wina - moja i Ron'a. My zerwaliśmy, a on kazał ci wybierać, prawda?
Przytaknął.
- No więc właśnie. Nie masz czym się przejmować, Harry. Ty... zawsze byłeś moim przyjacielem, no wiesz, odkąd chodzimy do Hogwartu i bardzo mi ciebie brakowało przez ostatni rok - przyznała nieśmiało. Taka była prawda, ale nie czuła się jeszcze zbyt pewnie, rozmawiając z nim na ten temat.
Chłopak poczuł się podle, siedząc tak naprzeciwko dziewczyny, która przez te wszystkie lata tak wiele dla niego poświęciła. A on co dla niej zrobił?
Zupełnie nic.
Zachował się jak tchórz, podkulił ogon i odwrócił się do niej plecami, udając, że nie widzi jej cierpienia.
Co gorsza, Malfoy, którego tak bardzo nienawidził i którym gardził, okazał jej więcej serca i zrozumienia niż on sam.
Dlatego postanowił: cokolwiek by się nie działo, naprawi to, co tak łatwo przyszło mu zniszczyć.
Wziął głębszy oddech, zastanawiając się, od czego zacząć.
- Słuchaj, Hermiono, chciałbym cię o coś spytać.
- O co chodzi? - spojrzała na niego szklistymi od łez oczami. Już nie płakała, ale nadal wyglądała strasznie słabo.
- Opowiesz mi, co się stało?
Dziewczyna westchnęła, zastanawiając się nad tym. Naprawdę by chciała. Powiedzieć mu, o co chodzi. Ale nie mogła. Harry może i ją przeprosił i nawet się martwił. Widziała to. Ale nadal był przyjacielem osoby, która odpowiadała za jej cierpienie. I chłopakiem Ginny, która również miała w tym swój udział - i to nie taki mały. Dlatego czuła, że ta rozmowa mogłaby skończyć się źle. I to bardzo.
- Nie mogę, Harry. Jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, powinieneś najpierw porozmawiać ze swoim przyjacielem i dziewczyną - powiedziała z żalem. - Nie chcę po raz kolejny stawać między wami. Idź z nimi porozmawiać i, jeśli nadal będziesz tego chciał, wszystko ci powiem. Ale musisz wiedzieć, że... to naprawdę nie będzie przyjemna rozmowa. Ani dla mnie, ani dla ciebie. I... - zawahała się.
- Tak?
- Nie wiem, co o tym myślisz, ale...
Patrzył na nią, cierpliwie czekając, aż zbierze się w sobie, żeby dokończyć myśl.
- Co myślisz o mnie i o Malfoy'u?
- Oh... - tym razem to Harry potrzebował chwili, żeby odpowiedzieć na to pytanie. Oczywiście, że wizja Hermiony i tego Ślizgona mu się nie podobała. Ale jego zachowanie... Harry'emu wydawało się jakby blondyn przeszedł ogromną zmianę. Przynajmniej w stosunku do Hermiony. I zaimponowało mu to jak za każdym razem stawał w jej obronie.
- To dziwne, Hermiono, naprawdę dziwne - parsknął. - Ale on... był dzisiaj u Ron'a.
- Co?
- Groził mu, że, jeśli jeszcze raz podniesie na ciebie rękę, nie skończy się na pobiciu. Powiedz mi, czy to prawda?
- Co takiego? - grała głupią, nie chcąc odpowiadać na to pytanie. To było ponad jej siły. Takie uzewnętrznianie się po takim czasie trzymania tego wszystkiego w tajemnicy. Najpierw sama musiała ułożyć to sobie w głowie, dopiero później będzie mogła z kimś o tym rozmawiać.
Nie wiedziała też, skąd Draco się o tym dowiedział. Zdawała sobie sprawę z tego, że Blaise znał prawdę, ale... Czy byłby w stanie wydać jej największy sekret?
Jednak nie to było najważniejsze.
Kochała Draco i mu ufała.
Jasne, kłócili się i to całkiem sporo. Tak jak na przykład dzisiaj. Ale po tym wszystkim, co się wydarzyło - po sytuacji z Ron'em, zapomniała już, że wyszła z Salonu Ślizgonów, bo była na niego zła. Jedyne, o czym była teraz w stanie myśleć, to żeby jak najszybciej znaleźć się znów w jego ramionach. Potrzebowała go.
Ale martwiła się o niego. Nie chciała, żeby narobił sobie przez nią problemów. To nie pierwszy raz, kiedy atakował Ron'a. Z jej powodu. I właśnie to ją martwiło. Że kiedyś w końcu się doigra i będzie to tylko i wyłącznie jej wina.
- Wiesz... wolałabym póki co o tym nie rozmawiać. Kiedy już będziesz pewien, przyjdź do mnie, dobrze?
- W porządku. Pewien jestem już w tej chwili, ale, jeśli tego chcesz, porozmawiam z nimi - obiecał.
- I, jeśli to nie problem, chciałabym, żeby... Draco przy tym był. On mi pomaga, Harry. Z nim... jest łatwiej.
I w tej właśnie chwili Gryfon zrozumiał. Draco jest beznadziejnym przypadkiem. Ale nie dla niej. Dla niej jest kimś, dzięki komu przetrwała. I chyba powinien być mu za to wdzięczny. Bo, kiedy on ją opuścił, Ślizgon dawał jej to, czego nie dał jej on sam. Wsparcie, którego potrzebowała. I po raz kolejny poczuł się z tym okropnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz